
wiedziałem to
nim zrozumiałem –
pierwsze spotkanie
jest najpierw długim oczekiwaniem,
poszukiwaniem wzajemności
w niepewnych przestrzeniach wspólnych spojrzeń
chodźmy –
ulica wpełza w nas mimochodem,
jesteśmy jak dwoje rozbitków z wyboru
zanurzonych w obojętności mijanych chodnikiem zerknięć
usiądź tu bliżej,
chcę zapamiętać –
dotyk w jednej chwili
może zmienić tak wiele,
nadać spojrzeniom kształty, marzeniom zarysy jedności,
obecności pragnienie połączenia –
dopiero z bliska widzę
ile piękna jest w tobie,
tysiące zachodów słońca,
milczące anioły
i my –
gdybyś wiedziała
ile to znaczy dla mnie…
jedźmy –
o, gdybym tylko miał rozsądek
w miejscu serca,
gdybym wiedział co stanie się
u brzegu tej nieznanej przystani…
wejdźmy –
w słodkich pieczęciach naszych ust oczekiwanie
na bliskość bez pośpiechu,
na błogość wspacerowujacą w nas ukradkiem,
na spełnienie bez wyznaczania granic –
scałuję je z ciebie,
ukołyszę w tobie,
rozkwitniesz,
rozkwitnę,
bądź tylko…
kiedy rozpoczęła się ta chwila
jak galop koni
tryskająca tętnem po same skronie?
jaki koniec może mieć historia rozpoczynająca się od happy endu?
istniejemy przecież by kochać
nie oczekując nic w zamian
a jednak otrzymując…
i tylko
mała, ciasna wanna
pełna po brzegi
świeżych, gorących wspomnień
i koc pachnący prawdą o tobie
łkają już żałośnie –
zostań tu,
zostań…