
Ten głos z przepaści płuc, co wewnątrz drga,
co szczery krzyk wyzwala aż do cna,
ten właśnie skowyt, głębi prawdy pieśń,
to chciałbym jak pochodnię dumnie nieść.
A zamysł ten, co dobrze czynić chce,
niechcącym sam wszak sprawia rzeczy złe,
ten chciałbym w głębiach ukryć mego dna,
z popiołu lśniący diament wznieść, co trwa.
A w dniu, gdy życia przyjdzie kiedyś kres,
chcę pewnie iść i nie oglądać się,
chcę ufnie wpłynąć w światła lśniący blask,
co zmienia się w strumienie wiecznych łask.