
siedząc na opuszczonej plaży
pytań nieistotnych mam głowę pełną:
czy deszcz, kiedy łączy się z morzem,
tonie w ramion spełnieniu…
czy każda, najmniejsza fala
wpływa ponownie w akwenu czeluście…
lub czy wracając z granatów głębin na brzeg
jest się innym niż przed wypłynięciem…
potem składam życie
w ręce kierowcy nadmorskiego autobusu,
rozmyślając czy z równą lekkością
podejmuję wszystkie ważne decyzje
a patrząc w sufit pokoju
rozplatam w myślach
matrycę spraw ważnych i błahych:
co, jeśli w przyjaźni
brakuje symetrii i wzajemności,
czy jest ona wtedy nadal wartościowa…
i że skoro czas to pieniądz,
dlaczego nie możemy dokupić brakujących chwil…
i gdy co dzień umieramy po trochu,
czy jesteśmy bliżej końca wieczności…
i zawsze jestem zdumiony
znajdując wciąż nowe odpowiedzi