
Choć ze śmiercią jej do twarzy,
jest odważna, ciągle marzy.
Trupy, trumny i grabarze,
sztywnych kemping – jej cmentarze.
Martwi ją, że martwi tacy
nie chcą chodzić do swej pracy.
Straszyć, gonić i stresować,
w centrach miast ostro brylować.
A kto umarł, ten nie żyje –
mówi – nie je, więc nie tyje.
Umrzeć warte nawet grzechu?
Lepiej umrzeć jest ze śmiechu.