nie wypowiadając

Nie wypowiadając tego najważniejszego słowa, zapytała go:
Czy zostaniesz ze mną „pomimo”? Kiedy przestanie być miło? Kiedy będę wściekła na samą siebie? Kiedy będę spadała, chcąc uchwycić twą dłoń? Kiedy powiem o dwa słowa za dużo i kiedy zmęczona, nie panując nad emocjami, zapłaczę?

Odpowiedział jej:
Zawsze możesz na mnie liczyć, będe przy Tobie dopóki tego będziesz chciała, będę się o Ciebie troszczył, bo chcę, żebyś była szczęśliwa.

A potem od niego odeszła…

na wpół rozpostarte skrzydła moje
przyciął wiatr,
całego do ziemi przydusił,
zanim poznałem lotu parabolę,
upadłem,
próbując wtulić mą głowę
w skrzydła upadłych aniołów,
może samemu będąc
jednym z nich…

i tak pozostałem z tym,
czego nie objęły moje ramiona,
pozbawiony złudzeń, niewzruszony,
beznadziejnie czekający,
odsuwający sprzed oczu horyzont codzienności,
zagarniający co jeszcze pozostało
i co w objęciach się nie zmieści…

a potem
wyszło słońce,
wielka jak widnokrąg łuna światła,
która mnie pochłonęła
i wszystko co złe,
minęło

i utonąłem w zachodach słońca,
tylko po to,
by zrozumieć
że sam jestem słońcem