
miętowe wczoraj miałem myśli,
a jaskrawe niebo
miało smak herbaty miętowej
w półsennym letargu,
jak klucz odlatujących do ciepłych krajów ptaków,
przemknęło mi przez myśl:
że próbujemy kochać innych ostrożnie,
byleby nie bardziej, niż samych siebie,
że rozmawiamy czasem bardzo głęboko,
ale i tak nie głębiej, niż do poziomu naszej świadomości,
i że najskuteczniej działa się
dopiero po pokonaniu mroku,
który krętymi schodami
wdarł się z podziemi na pokoje…
a gdy wyczerpane wysiłkiem ciało
łkało żałośnie o odpoczynek,
a z wszystkich mięśni tylko język wydawał się niezmęczony,
zamilkłem wreszcie,
by usłyszeć ciebie
wyszeptałaś wtedy,
że jesteśmy stworzeni, żeby się wyróżniać,
a nie by pasować
i że już masz pewność,
że twoje lęki miną
położyłem więc dłoń na sercu,
chcąc wysłać ci anioła,
a słysząc trzepot jego skrzydeł
poprzez ogarniający mnie sen,
znów poczułem miętę…