książka

zawsze patrzył na niebo z nadzieją,
że będą razem – dopóki śmierć,
tak jakby zaczęła się już wieczność

i kiedy pytał:
„jakiego dziś koloru?”,
odpowiadała że nie chce kwiatów,
tylko „jego”

czytał ją jak ulubioną książkę,
intensywnie, namiętnie i bez pośpiechu,
pisał dla niej wiersze,
rozkwitała każdego dnia

wiedziała że
nigdy nie patrzył okładkę,
że wolał od razu spis treści,
i że nigdy nie chodził do biblioteki

aż zaczytując się w rozdziałach
zauważył
jak przewracała beznamiętnie
wszystkie kartki,
odwracając przy tym wzrok…

zapytał:
czyż nie myślałaś kiedyś
że szczęście nie jest gonitwą
za wszystkim o czym marzysz,
tylko radością z tego co aktualnie posiadasz?
lecz ona milczała…

kiedy po roku nagle zadzwoniła,
wypożyczał już inną książkę
(miała piękną okładkę z widokiem na morze i wymowne motto)

bo szukając prawdy,
nauczył się czytać
między wierszami