gromadzę

gromadzę twoje uśmiechy
nieustannie
i chciałbym oddechów
nabrać pełne dłonie,
a potem spłonąć
jak ostatnia zapałka na wietrze,
kiedy twoje serce,
wdzięczne i świadome,
podsyła mi komunikaty:

że ludzie,
których najtrudniej jest nam kochać,
najbardziej tego od nas potrzebują,
a my sami
nie jesteśmy wyjątkiem

i że razem
możemy próbować ratować ten świat,
choćby mieścił tylko
dwie pszczoły, ostatni łyk wody
i staruszka
co przysiadł na chwilę na ławce…

i tak zasypiam pół nocy
rozmarzony,
a tuż przed świtem
słońce głaszcze mi sny