
ciągle na coś czekamy,
z wyjątkiem mroku,
który zawsze przychodzi nie w porę…
ciemność
nie jest dobrym przyjacielem,
to klamra panicznego, irracjonalnego lęku,
co zostawia w zaschniętym gardle niewidoczny ślad,
to zapłakana panna młoda
porzucona tuż przed głównym aktem ceremonii,
to uderzenie pięścią w stół przez zamożnych,
którzy nie potrafili wrzucić żebrakowi jednej monety do koszyka,
to ciężarówka pijanego kierowcy,
który wjechał nocą w dom
śpiących w nim dzieci…
zawsze dokądś zmierzamy,
jesteśmy jak księżyc wędrujący po kałużach,
a smuga cienia stale jest z nami…
najważniejsza podróż
odbywa się w nas samych,
w domu, co ściany ma lepkie jak magma,
w dusznych piwnicach porzuceń,
w wąskich przedsionkach zaniedbań,
poprzez otchłanie niesprawiedliwości,
przez półmrok,
czasem po omacku
i trwa
aż do ostatniej świecącej latarni nadziei,
która tli się na końcu
wewnętrznego korytarza,
dopóki nie wyjdziemy gdzieś tam…
…czy oczekujący szczęścia i spełnienia?
uważaj więc, czego się spodziewasz,
wybierz dobrze o czym marzysz,
bo po drugiej stronie
to właśnie
czeka tam na ciebie