
chciała żyć w zgodzie z całym światem,
mówiła to, co inni chcieli usłyszeć
i czego się spodziewali
ustępowała przy każdym nerwowo uniesionym glosie,
znosiła cyniczne uśmieszki, obelgi i kpiny spod przykrywanych dłonią ust
odwracała się na pięcie
gdy tylko ktoś szybciej otwarł przed nią drzwi,
a przeglądając się w oczach nieznajomych widziała tylko cień
w samotności zatraciła samą siebie,
zrozumiawszy,
że nie może być przez wszystkich cenioną, lubianą i każdemu się podobać,
będąc całkowicie sobą…
a potem spotkała jego –
pewność i opanowanie,
wiarę i zachwyt,
życzliwość bez zahamowań,
otwartość bez uprzedzeń,
promieniował energetycznym blaskiem
– i wszystko nagle się zmieniło
teraz żyje w harmonii, nie przejmując się nikim,
bez przesadnej egzaltacji mówi co myśli, zachowując przy tym krztynę empatii
i potrafi milczeć bez pretensji
a śmiejąc się razem z nim,
morzu,
które wyrzuca na brzeg kamienie,
największe z nich
odrzuca z powrotem