
Bieganie jest piękne, z wolnością, swobodą,
z punktu a wprost do b, nie najkrótszą drogą,
biegaczy tłum wielki, lecz ten bieg tylko mój,
nazwa miejscowości to Rymanów Zdrój.
Lasy gęste, pól ary i kwietne łąk łany,
od rana już jestem dosyć zabiegany,
w rzepaku połaciach i przez deszczu strugi,
czy będę pierwszy, czy od końca drugi?
Smagany i słońcem, i wiatrem, i błotem,
przejawiam ja na to ogromną ochotę,
jest napięty grafik, jest projekt, są plany,
spieszę się więc, po co? Po medal drewniany.
I marzę, i frunę przez morze kolorów,
sukcesem jest przecież już wolność wyboru,
powoli jednak sobie stawiam to pytanie:
czy to jest już wojna, czy jeszcze bieganie.
Miało być tak pięknie i super odświętnie,
wszystkie szlaki moje, szczęście i spełnienie,
endorfiny, wzloty i uniesień stany,
dlaczego więc jestem tak sponiewierany?
Mogłem siedzieć w domu, kawa, ciasto, goście,
mogłem iść do parku, tak byłoby prościej,
sprawdzam więc tabelę biegowych bilansów,
ile wciąż brakuje? 5% do lansu.
Tak tytułem puenty, w radosnym nastroju,
bo jestem, jak zawsze, gotowy do boju,
mogę już więc śmiało powiedzieć to wszystkim:
mierzyłem wysoko, lecz Beskid był Niski.