
– Czasami spotykasz kogoś, kto nie żąda miejsca w samym centrum twojego świata… – zawahała się. – Kogoś, kto potrafi pozostawać obok, choć nie za blisko i jednocześnie takiego kogoś, za kim możesz zatęsknić, gdyż wspólne chwile pełne milczących spojrzeń są tak cenne – dodała. – Kogoś, kto jest przyjacielem, zanim stanie się ukochanym, kto odróżnia twoją wartość od tego, co przy tobie czuje… Jeśli spontaniczność nie jest powstrzymywana samokontrolą, jeśli umiesz pobyć wspólnie i nie wypowiedzieć w trudnej chwili swych zranień, kiedy nadchodzą, jeśli umiesz zostać wtedy w pobliżu nie oddalając się… – urwała.
– Wtedy skarb znalazł swój skarb? – zapytał. – I niektóre „przepraszam” potrafi zamienić na „dziękuję”, Ty moja idealistko? – dodał.
– Czytasz te same książki. – Uśmiechnęła się. – No bo zobacz, w bliskości nie myśli się przecież o problemach, traumach i lękach, po prostu się jest samą radością… Czy nie można tak żyć na co dzień?
Przyciągnął ją do siebie.
– Wiesz, że to nie takie proste – odrzekł.
– Wcale nie, to bardzo proste. Chodzi tylko o to, co się naprawdę liczy. Na resztę należy zmrużyć jedno oko, wystawić język i powiedzieć: „A dobra tam, nie szkodzi”. Za chwilę kogoś obok nas może nie być… – zamyśliła się. – Ty taki jesteś – dodała.
– Ja? – odrzekł zaskoczony. – A w życiu!
– Tak! Tak właśnie uważam. – Była nieugięta.
– Chyba ty. – Uśmiechnął się.
Szybkim ruchem nakrył ją kocem i zaczął łaskotać. Wybuchnęła śmiechem i nie mogła przestać się śmiać.
– Dość, już nie mogę, brzuch mi pęknie! – ze śmiechu łzy leciały jej z oczu.
Przestał w końcu. Przytulił ją czule, chwycił delikatnie za dłoń i przyłożył po kolei każdy jej palec do swoich ust. Leżeli w milczeniu, patrząc na siebie i uśmiechając się do siebie nawzajem. To najpiękniejsza chwila w moim życiu – pomyślała. Zamknęła oczy, przytuliła się do niego. Chciała, żeby ten moment trwał wiecznie.