sen

Miałem dziwny sen.

Obok wprowadził się nowy sąsiad. Facet początkowo wydawał się miły, zagadywał, pytał jak się mam. Wszystko wyglądało typowo i normalnie.

Wkrótce mężczyzna złapał mnie gdzieś na klatce, odczytał ze swojego smartfonu lzawą historię o chorym dziecku i zapytał czy podpiszę się pod petycją pomocy. Po czym podsunął mi pod oczy ekran i podal jakiś rysik. Zobaczyłem tylko prostokątną ramkę. Nic więcej.

Odpowiedziałem, że nie wiem co podpisuję, bo nie widzę związku między odczytaną na głos wiadomością i podpisem. I poszedłem.

Był jednak nieugięty. Dopadł mnie kolejnego razu i odczytał jakąś petycję mieszkańców przebudowy miejsca tuż koło bloku, po czym powiedział, że wysyła mi właśnie na mój telefon ten formularz. Nie wiem w jaki sposób to zrobił, ale na moim smartfonie dostrzegłem na środku ekranu link. Powiedział, że wystarczy tylko kliknąć. Poirytowany odrzekłem, że nie wiem gdzie dalej prowadzi ten link i zapytałem czy uważa, że jestem głupi. Poszedłem sobie.

Facet jednak nie odpuszczał. Kolejnego razu, chciał wjechać przed blokiem w mój samochód. Domyśliłem już o co chodzi, znów chciał mój podpis. Tym razem chciał go zdobyć przy pomocy spisanego oświadczenia. Nagle jednak pojawiło się więcej osób i zrezygnował.

Następnego dnia nowy sąsiad zniknął.

Okazało się, że facet jest częścią szajki wyłudzającej podpisy, biorącej ogromne pożyczki na niewinne osoby. Miałem szczęście.

Obudziłem się. Spojrzałem do mojego notesu. Miałem mnóstwo zleceń od szefostwa. To nie mogło czekać. Sprawdziłem czy cały sprzęt mam przy sobie. Czekało na mnie wiele nowych lokalizacji. Podpisy się same nie zbiorą. Hajs się sam nie zarobi. A tych niewinnych ludzi mi wcale nie szkoda.

– Hej, Obudź się! – ktoś szarpał mnie za ramię. – Czas na kolejne tabletki.

Rozejrzałem się, uspokojony. To był ten sam biały pokój bez klamek. Uff, już myślałem, że to wszystko dzieje się naprawdę.