
Siedzieli w górskiej restauracji, milcząc i wpatrując się w odległe szczyty.
— Byłam tam — powiedziała szeptem.
Spojrzał na nią wyczekująco, nie odzywając się.
— Widziałam wszystko — dodała.
Milczał, nie chcąc wytrącić jej z zamyślenia. Czuł, że chce powiedzieć mu coś ważnego, więc czekał cierpliwie.
— Na końcu życia, kiedy nic już cię nie obchodzi, myślisz tylko o tym, czy kochałeś innych wystarczająco mocno — kontynuowała. — I czy nie żałujesz, że to było jedyne, co robiłeś. Reszta spraw nagle ulatnia się z twojej świadomości — westchnęła, spoglądając na niego.
— Ani rzeczy, które zgromadziłeś, nawet te, które chciałeś zostawić innym, ani miejsca, które odwiedziłeś, podróżując po całym świecie, ani nawet pamięć o tobie, nie są ważne, gdy kończy się czas, a zaczyna wieczność — jej spojrzenie było dziwnie mgliste, jakby była nieobecna, jakby istniał tylko jej głos. Głos, który mówił do niego jak z zaświatów.
— Wszystko, co widzisz, co wiesz, o czym kiedykolwiek marzyłeś, myślałeś czy czułeś, blaknie nagle, jak zapisany skrawek papieru, pozostawiony dawno temu na słońcu — kontynuowała swój monolog. — Kiedy umierasz, nic nie jest ważniejsze niż relacje i to czy kochałeś innych, czy pozostawiłeś ten świat choć odrobinę lepszym, niż był — dodała.
Milczał nadal, nie chcąc zakłócić jej wypowiedzi. Czuł, że to jeszcze nie wszystko. Chciał wysłuchać jej do końca.
— Tylko miłość zabierzesz na tamten świat i, paradoksalnie, tyle samo jej pozostawisz po sobie tutaj, na ziemi — zakończyła.
Siedział obok niej. Przysunął się bliżej. Ona przechyliła głowę i oparła ją na jego ramieniu.
– Tylko jeśli zmienisz swoją optykę, swój sposób myślenia, możesz zmienić cokolwiek – odezwał się.
Nie odpowiedziała, jednak po sposobie, w jaki zareagowało jej ciało, wyczuł, że się z nim zgadza. Siedzieli tak, podziwiając piękny widok, a w ich sercach rozbrzmiewała ta sama melodia. Oboje czuli, że gdy minie ta chwila, ruszą razem, by robić tysiące rzeczy wspólnie, by czynić ten świat choć trochę lepszym, niż był do tej pory.