
Usiedli. Delikatnie ujął jej dłoń. Jego usta przemknęły gdzieś koło jej twarzy, trafiły na szyję. Zostawiły dwie pieczęcie.
Leżeli na plaży, a on wpatrzony w nią, niespiesznie gładził zewnętrzną częścią dłoni jej splot słoneczny, zataczając przy tym ósemki na jej skórze. Było jej bardzo przyjemnie. Czuła się przy nim naturalnie i beztrosko.
„Czy wiedziałaś, że zakochujemy się z prędkością 432km/h i że stan nagłego zakochania trwa 4 sekundy?” – zapytał. Nim zdążyła odpowiedzieć, dorzucił – „Sprawia to tzw. narkotyk miłości czy też inaczej: naturalna amfetamina. C8H11N. PEA. Występuje na przykład w czekoladzie, którą tak lubisz. Fenyloetyloamina, bo to właściwa nazwa, wywołuje też tzw. euforię biegacza” – dodał.
Milczała. Wiedziała, że sporo biegał. Uśmiechnęła się. Początkowo myślała, że to kolejny chłopak, którego zauroczyła jej uroda i kokieteria. Był inny. Posiadał wszystkie najlepsze cechy jej poprzednich partnerów. Był męski, dobrze zbudowany, czuła się przy nim bezpiecznie i swobodnie. Miał poczucie humoru. I był interesujący, ciągle ją czymś zaskakiwał. A przy tym był dla niej delikatny i czuły.
Mistyczne połączenie. Nie umiała nazwać tego inaczej. Niewyczuwalny dla innych przepływ energii przechodził przez cale jej ciało. Czuła się jak mała dziewczynka, która zjeżdża na ulubionej zjeżdżalni.To był on. Wiedziała to. Takich emocji nie dostarczał jej nikt wcześniej. Błogość. Tak, to było odpowiednie słowo. Po wielu nieudanych związkach, przestała szukać. Przestała wierzyć w siebie, sądząc, że lepiej będzie, gdy zostanie sama. A on ją znalazł.
Leżąc z nim na pustej plaży, wpatrując się w znikające w wodzie słońce, czuła się przepełniona szczęściem. Chciała, by ta chwila nigdy się nie skończyła. Oparł głowę o jej biodro, musnął subtelnie ustami udo.
Świat zajęty swoimi sprawami nie wiedział o nich nic. Czuli się jedynymi ludźmi na świecie. I było im z tym dobrze.