
Czym więc jest? – zapytała.
Odpowiedział: – Miłość to akt woli, to postawa, decyzja „chcę kochać”. Wszystkie inne objawy zewnętrzne, w tym bliskość, są tylko jej wyrazem i uzupełnieniem. Nie nasycimy się samym seksem, spełnienie będzie chwilowe, a my będziemy ciągle gonić za czymś, co i tak pozostanie nieuchwytne, jeśli nie będzie w tym pełnej harmonii.
– Ale czy to nie jest tylko definicja? – powiedziała głośniej. – Życie wygląda w praktyce inaczej, a Ty jesteś po prostu idealistą – dodała.
– Jestem. I co z tego? Czy nie powinniśmy dążyć do ideałów? – zapytał. – Wszystko zaczyna się od intencji – dodał. – W gruncie rzeczy, patrząc na innych, szukamy Boga, który zaspokoi wszystkie nasze potrzeby. Jednak żadna osoba nim nie będzie, więc zawsze będziemy odczuwać jakiś rodzaj niespełnienia – dorzucił. – Mi wystarczy, jeśli ktoś próbuje całym sobą kochać. Przynajmniej tyle. A to już bardzo dużo.
Popatrzyła na niego zdezorientowana. Nic nie odpowiedziała. Szli tak przez chwilę w milczeniu, zanurzeni każde w swoje myśli.
– A jeśli nie potrafię? – zapytała, chcąc go skontrolować.
– Ważne, że chcesz. Bo chcesz, prawda? – zapytał retorycznie.
Zerknął na nią. Jej wzrok mówił wszystko, nie musiał już więcej o nic pytać. Szli górskim szlakiem, a w tle za nimi widać było szczyty. Zaszedł jej drogę, tak, że musiała się zatrzymać. Przez chwilę stali patrząc sobie w oczy. Wyciągnęła ręce przed siebie próbując go objąć. On przyciągnął ją mocno do siebie. Stali tak objęci.
Wszystkie definicje miłości mieściły się teraz w tym jednym, wzajemnym uścisku. Nie musieli nic mówić. Po prostu byli.